Antystatycznie.

Dodano 30 czerwca 2017, w Bez kategorii, przez bezzasadny

Niestałość, to jedna z niewielu stałości. We mnie. Wystarczy, że wirus zauważenia mnie dotknie, a natychmiast kameleonem tego widzenia jestem, lustrzanym odbiciem, ciągiem dalszym, reakcją łańcuchową. Niedokładną i niestaranną. Nawet nieumiejętną. Czasem podłą? Być może. Mam w sobie bardzo dużo pobłażliwości dla własnych zachowań. A każdym czuciem nasiąknąć potrafię jak porzucony w gęstym deszczu sweter smętnie zwisający z żywopłotu. Boję się bezradności. Czekania się boję tak bardzo, że każdą zarazą dam się znieczulić, byle nie czekać. To słowo warte niebytu, próżni dokumentnej i kosmicznej nocy pod kołdrą czarnej dziury. Mogę grać w klasy, albo rozwiązać labirynt chodnikowego bruku, iść gdzie nikt mnie nie czeka, albo szukać niezgubionego. Mogę się pogrążyć, albo unieść, zachwycić, albo zbezcześcić cokolwiek. Wszystko wydaje się lepszym rozwiązaniem. Bo z takiego czekania można nie wyjść do końca świata i pozostać słupem kamiennym, jak te wielkoludy z Wyspy Wielkanocnej. Hoduję żylaki i odciski, maltretuję stopy i uda, żłobię twarz wiatrem i słońcem. Widzeniem ją żłobię. Dożywotnio. Niech stanie się jabłkiem, co zimę w koszu trocin przeżyło, niech nosi wspomnienie wczoraj i kiedyś. Może przeczytasz z niej każde moje kiedyś? Jeśli masz czas i ochotę. Zepsułem oczy. Sam sobie. Od używania bez ograniczeń. Jeszcze widzę. Czuję też. Może już mija mój termin przydatności? A może wydawało mi się tylko.

 

Istota

Dodano 30 czerwca 2017, w Bez kategorii, przez bezzasadny

Nie jestem przypadkowym tworem wszechświata a jego istotą . Podmiotem jego, przez co nawet gdy powoli odgarniam włosy z moich oczu, nie robie tego po to by przetrwać, przedłużyć gatunek, nie zniszczyć ewolucji , która mnie tu doprowadziła a po to by piękniej było.

 

Spacer po natchnienie.

Dodano 29 czerwca 2017, w Bez kategorii, przez bezzasadny

Potrafię namalować bezmyślność idealną. Patykiem w piasku wyskrobaną i nietrwałą, niewartą zauważenia. Żadnych portów Breughela młodszego, starszego, czy któregokolwiek. Żadnych Słoneczników i Żyraf płonących, aktów i martwych natur. Bezmyślność nieprzewidywalnie dużą tylko. Taką, która od najbardziej wyrafinowanego krytyka nie doczeka się pochlebstwa, czy uzasadnienia. Maleńki ołtarz głupoty. Ale mojej. Prywatnej i intymnej tak wielce, że słowem lepiej się nie zbliżać. A dzisiaj – nawet patyka nie mam. Piasku nie mam. I tylko bezmyślność we mnie nadaremnie szuka ujścia, zrozumienia, wydalenia nawet, żeby mnie nie przepełniła jak jakiś balonik nadmiarem helu i pod chmury mnie nie wyniosło. Dłonie mam niezgrabne i kiedy maluję, to własne myśli umiem przekłamać. A potem patrzę i szukam w tym dziele tego, co zgubiłem nieporadnością. Nie płaczę, bo to niewiele zmieni. Czasem zetrę nogą, czasem wiatr zasypie, a niechby i pies nogę podniósł, to krzywdy nie zrobi wcale. Oddam mu patyk, jeśli zechce. Albo pogłaszczę mimochodem… Pójdę już – piasku poszukać. Ze strachu, że wybuchnę. W sumie, to wolę, kiedy wiatr w oczy, a słońce w plecy, niż odwrotnie, chociaż i tak prawie nic zobaczyć nie zdołam, ale przynajmniej kierunek łatwiej wybrać będzie. Jednoznacznie – pod wiatr. To wystarczający drogowskaz. A jeśli się zgubię? Nikt nie zauważy…

 

Jesteś?…

Dodano 29 czerwca 2017, w Bez kategorii, przez bezzasadny

Patrzę jak do mnie mówisz …w lustrze . Patrzę bo mówisz wiele . Dużo patrzę a nie słyszę nic i nie rozumiem nic. Za wiele daje szum a w szumie mnóstwo kurzu , który zakleja uszy, zakleja oczy, zakleja serce. Zabija. Zadałam sobie pytanie. Zadałam sobie pytanie bo obok nikogo komu bym mogła je zadać. – Jak ludzie się porozumiewają , jak do siebie mówią ?…Jak Jestem jak nędzna poetka. Pisze smutne słowa i robie wszystko bym smutna była. -Jak porozumieć się z drugim człowiekiem? zadaję sobie pytanie i bawiąc się piersiami w staniku, nie mam nadziei.

 

Pranie.

Dodano 28 czerwca 2017, w Bez kategorii, przez bezzasadny

W kałuży moczę złudzenia i rozwieszam na suchych gałęziach drzew. Po co? Nie mam bladego pojęcia. Czasami trzeba zrobić coś spontanicznie – żeby nie oszaleć. W końcu filozofem, ani mesjaszem zostać nie chcę. Przydomek Wielki, Okrutny, czy Gromowładny też mi przy imieniu zbędnym jest. Po prostu – ręce czymś zająć trzeba, a poranek dojrzewa do eksperymentów i improwizacji. Jakiś wróbel usiadł na płowiejących złudzeniach i kupę zrobił. Nie szkodzi – i tak zbędne one. Wyschną, to może je wiatr porwie i zaplączą się psu bezdomnemu o ogon, albo zawisną na jakimś płocie, żeby zetlały do cna. Na razie wiszą, jak takie schludne, mało używane ubranka z drugiej ręki. Te mogą być nawet z piątej, albo pięciomilionowej, bo złudzenia mam chyba mało oryginalne. Może one komuś jeszcze potrzebne. Może pobliskie przedszkole odwiedzą i zachwycą dziewczynkę z kucykami, a ona je przygarnie na kilka lat, zanim je wyrzuci. Albo schowa pomiędzy karteczki pamiętnika i łzą niespełnienia przyszpili. Niech więc ma je czyste, żeby pretensji do mnie nie miała, że śmierdzące złudzenia jej pod nosek piegowaty podsuwam. Tylko wrony się śmieją, rechoczą niemal jak żaby wieczorami. Paskudnie, ochryple i okropnie cynicznie. Chyba ze mnie się śmieją, bo z upranych złudzeń, to raczej nie. Kamieniem rzucić? Nie jestem bez winy…

 

Ta nasza rozmowa.

Dodano 27 czerwca 2017, w Bez kategorii, przez bezzasadny

Kłamstwo. Zadane bez uzasadnienia. Jak smagnięcie batem, tylko dlatego że jest. Jak plunięcie na chodnik tylko dlatego, że niżej, że pod stopami i zdeptać go, to za mało. Z czystej, bezinteresownej zawiści, albo z ciekawości, co stanie się dalej. Jak potoczy się świat, kiedy zamiast faktów, obarczony zostanie fikcją. Nawet nie chcę się irytować, bo powodów brak. Tak jest. Chodzą kłamstwa ulicami i uśmiechają się obietnice fałszywe. Rodzą się myśli i kłębią się pośród, ale już nie są naiwne. Już doświadczyły i wiedzą, że słowa wprost, uświadczyć trudno. Że trzeba, jak w koszu brudów szukać zapomnianej monety głęboko w kieszeń wciśniętej, pomiędzy drobinami kurzu, zetlałym liściem, albo ziarenkiem z głogu zerwanym w zeszłym roku. Ono przeżyło – niejedno pranie i wiele zapomnień. Wczepione kurczowo w dno kieszeni czeka na uśmiech losu, na swoją chwilę. Trwa najciszej jak potrafi. Żeby gniewu nie wzbudzić i nienawiści. Kącik ust podnosi mi się z politowaniem, a w oczach mam życzliwą niewiarę. W każde wypowiedziane słowo. Jeśli więc mówić chcesz do mnie, to słów nie używaj. Pokaż mi te słowa oddechem własnym. Blaskiem z oczu dochodzącym i rąk drżeniem. Bo w słowa wierzyć, zbyt wielką loterią jest i szanse wygrania zbyt małe. Całym ciałem powiedz mi to, czego słowa skaleczyć nie zdołają. Nie ubiorą w wieloznaczności sutannę i tęczę niedopowiedzeń. Odezwij się nagością. Własną. Spróbuj choć raz, bo może już nie pamiętasz, jak to jest, kiedy przekaz ma znaczenie.

 

Poranek.

Dodano 27 czerwca 2017, w Bez kategorii, przez bezzasadny

Poranek, nie był chłodny ale wystarczająco rześki bym okryła całe swoje ciało delikatnymi kropeczkami a piersi nabrzmiały i zadrwiły wyprostowane ze świata. Nie dostaniesz mnie. Jestem oddana .

 

Świątek.

Dodano 26 czerwca 2017, w Bez kategorii, przez bezzasadny

Licytować? Udowadniać i własne przewagi jak wieżę z klocków budować? W brezentowy worek śpiwór wysłużony nafaszerować półlitrówką byle jaką i przycisnąć chleba bochenkiem. Wystarczy, by pójść. Tam, gdzie ścian nie ma, gdzie każdy głos będzie miał rodowód najstarszy z możliwych – z natury. Już teraz położyć się pod bukiem wielkim i czekać, aż mu liście sczerwienieją jesiennym słońcem, jak spomiędzy liści zaglądać będą rudowłose wiewiórki i ścigać się z zajączkami słonecznych figli. Wziąć cztery liście suche i trzy patyczki cienkie i zarazić niebo iskrą płochą, żeby rozpalić drogę mleczną na noc wrześniową. Milczącą i schludną, jak fartuszek skrupulatnej gosposi. Takiej, która ciepłą herbatą każdego uraczy i jeszcze cieplejszym uśmiechem, kiedy zmęczony i brudny wróci. Jeśli wróci. Bo to nie jest oczywiste, kiedy już liść suchy podzieli się aromatem i wężowym ruchem smużył się będzie na wietrze, nim dymem wśliźnie się do umysłu. Jeśli klęczeć, to tylko nad strumieniem, by w pocałunku nurtu skosztować. A jeśli krzyczeć, to pod niebiosa, żeby się o ściany nie obijał ten krzyk i czysty popłynął daleko. A marzyć, to tylko duże marzenia. Bezwstydne i żadnych ograniczeń niemające. Albo patyk scyzorykiem wystrugać na świątka nieznanego nikomu, żeby pilnował snu spokojnego.

 

Właściwe proporcje.

Dodano 26 czerwca 2017, w Bez kategorii, przez bezzasadny

Obudzona a jak z wielkiej wyprawy wracająca. Ostatkiem sił , dopadłam do drzwi a one pozwoliły wejść i gdy już opadły wszystkie emocje, drzwi kolejne ze wspomnieniami jakich nie pamiętam, ze słowami jakich nie znam z obrazami jakich nie malowałam. Kompletnie bezsilna zsunięta z ciała na krawędź krzesła jedwabna materia z pewnością swoich przeżyć ,zderzam się z sobą jakiej nie znam , nie pojmuję, nie pamiętam. Nie wiem kim jesteś jeśli mną jesteś a jeśli tylko we mnie jesteś ale nie tak jak nienawidzę byś był. Przebiegła mnie myśl ,że w zmęczeniu, rozczarowaniu, przerażeniu, powiedziałam zdanie zaproszenia ale nie, to niemożliwym jest byś mnie opętał, niemożliwym więc skąd ja i nie ja we mnie. Skąd. Pustostan nie zapełnia się niczym. To dziwne bo tego nie rozumiem to przyszło nagle takie jakiego nie znałam. Do której bym nie podeszła ściany, nie ma na nich nic… a przecież mogę, mam pazury, mogę wydrapać napis, na piękny początek wydrapię napis ale jaki napis?. Uklęknę a nad sobą wydrapię krzyż. Zacznę dzień od właściwych proporcji.

 

Próba.

Dodano 25 czerwca 2017, w Bez kategorii, przez bezzasadny

Pytania. Zakończone nie znakiem zapytania, a szubieniczną pętlą. Stwierdzenia z wykrzyknikiem maczety wbitej głęboko w plecy, lub kropką pocisku magnum 44 rozpłaszczoną w betonowej ścianie po przejściu przez miękkie ciało. I jeszcze niedopowiedzenia, z wielokropkiem, pośród oceanicznych toni, pływających głodnymi żarłaczami. Dołóż milczenie, głębsze od ciszy idealnej próżni, zabierającej oddech, zanim pomyślisz o ust otwarciu. Spróbuj teraz. Żyj. Pełnią księżyca, blaskiem słońca, rozmaitością gwiazdozbiorów. Jeśli potrafisz, to chyba jesteś bogiem. I kłaniał się będę najniżej, jak tylko potrafię, gdyby się znalazło jedno dobre słowo warte powiedzenia. Zostań szumem drzew, pejzażem nieposkromionym, zmiennym jak pory doby i roku. Pokaż mi taką sztuczkę. Iluzję. Pokaż uśmiech szczery.